piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 1

Wracam do domu, jak zawsze o piętnastej po południu w piątki. Mieszkam z mamą w małym mieszkaniu w Brooklynie na East Flatbush. Nie znam mojego taty, gdyż zaginął podczas pełnienia służby generała broni w marynarce wojennej. Nie wiadomo, czy w ogóle żyje, ale mama ciągle mówi, że nie mogę tracić nadziei, że kiedyś go poznam. Niestety, ja już nie mam pięciu lat i nie wierzę, że po prawie szesnastu latach, jeszcze go kiedykolwiek zobaczę. Gdy wchodzą do mieszkania, zastają mamę siedzącą na fotelu z załamanymi rękami. Chciałam jej nie przeszkadzać, ale niestety moje intencje się nie udały. Na dźwięk zamykanych drzwi sprostuje się i odwraca się w moją stronę. Miała spuchnięte i przekrwione, jakby po nieprzespanej nocy oczy. Jedynie to jej tęczówki intensywnie zielone z plamkami błękitu, dają efekt koloru jej oczom. Zawsze chciałam mieć takie oczy jak ona: wesołe, pełne życia i energii. Gdy kiedyś jej to powiedziałam, spojrzała na mnie z uśmiechem i odparła:"Och kochanie, tobie pasuje ta morska zieleń. Jak byłam w twoim wieku, to zawsze marzyłam o takim kolorze i cieszę się, że ty możesz je mieć córeczko". Nigdy nie pytałam mamy, ale podejrzewam, że tata miał właśnie takie oczy. Odtrącam szybko myśli o ojcu i podchodzę do niej aby ją przytulić. Zawsze coś w niej pęka, kiedy przychodzi maj. Nie miałam nigdy pojęcia o co chodzi, ale teraz postanowiłam się jej zapytać. Nie chciałam żyć w niepewności.

-Mamo, o co chodzi? Znowu płakałaś.

-Och kochanie nie słyszałam jak otwierałaś drzwi.-wycierała wierzchem dłoni zapłakane oczy.- Jak tam w szkole?- zapytała z bladym uśmiechem.

-Nie zmieniaj tematu mamo?! Powiedz co się stało!-krzyknęłam oburzona.

-Nic się nie dzieje kochanie.  Niby co się miał stać.-odparła kręcąc przecząco głową.

-Może to co cię skłoniło do płaczu?-odparłam niezadowolona z tego, że tak wymija moje pytania. 

Posmutniała od razu i czułam wyrzuty sumienia że to tak z nią postąpiłam. Podeszłam do niej i przytuliłam ją. 

-Mamo ja nie chciałam...

-Wiem-odparła i wyprostowała ramiona tak że mogła mi się przyjrzeć.-Wiesz bardzo mi przypominasz twojego brata...-po czym zamilkła. Na twarzy pojawił jej się wyraz strachu. "O czym ona mówi? Przecież ja nie mam żadnego brata"-pomyślałam  gorączkowo. 

Podeszłą szybko do okna jakby miało coś nagle w frunąć do naszego domu. Zasłoniła je i szybko podbiegł do mnie, po czym powiedziała:

-Nie mamy dużo czasu. Szybko! Pakujemy się Elizabeth!

-Niby dlaczego?-zapytałam zdziwiona- Mamo co się dzieje?-w moim głosie słychać było rozpacz.

-Kochanie nie chciałam ci tego mówić ale twoje życie jest w wielkim niebezpieczeństwie. Dopóki on nadal żyje to nigdy nie zaznasz spokoju ale wiem gdzie będziemy bezpieczne-odparła wyciągając z szafki złotą monetę. Byłam ostatnio w muzeum i ta moneta wyglądał dosyć podobnie do tych co były na wystawie w dziale starożytnej Grecji. To była złota drachma. 

Mama podeszła do okna po czym rzuciła monetę, a ta zniknęła w nicości. Nie, nie w nicości tylko w delikatnej tęczy. Po czym wyszeptała:

-O Irydo bogini tęczy przyjmij moją ofiarę-po czym dodała-Z Chejronem.

Nagle w naszym przedpokoju wiatr zafalował i pokazał się mężczyzna w średnim wieku z włosami do ramion. Miał na sobie pomarańczową koszulkę z jakiegoś obozu. Gdy spojrzał w bok zauważył najpierw moją matkę a potem mnie. Był naprawdę zdziwiony naszym widokiem ale ja też bym się zastanawiał w jaki sposób widzę twarz tego nieznajomego w moim domu skoro on był na jakiejś polanie. Odchrząknął i powiedział coś do chłopaka który właśnie miał puścić strzałę z cięciwy łuku, po czy zwrócił się do mojej matki:

-Witaj Anastazjo dawno się nie odzywałaś. Myśleliśmy że coś ci się stało.

-Jak widzisz mistrzu Chejronie nic mi nie jest, tak jak mojej córce-odparła spoglądając na mnie-Jak na razie.

-Jak to:"Jak na razie"?-spytał. Na jego twarzy było widać niedowierzanie-Myślałem że nikt ne może jej zauważyć?

-Najwidoczniej jednak mogą. Zbliżają się tutaj i za jakieś dziesięć minut tutaj dotrą. możesz przysłać pegaza dla mojej córki?

-Oczywiście Anastazjo-i zwrócił się do jakiejś dziewczyny w miodowych włosach. Wyglądała na Jakieś siedemnaście/osiemnaście lat. Ona tylko kiwnęła głową i pobiegła gdzieś.-Czy on wie, kim jest Elizabeth...

-Nie wiem, ale mam nadzieję że nie, ale wolę podejrzewać najgorsze.

-Rozumiem-odparł zrozumiale-Niedługo przybędą pegazy a za ten czas powinnyście się szybko spakować. Do zobaczenia w Obozie Anastazjo.-po czym zwrócił się do mnie-Miło mi było cię zobaczyć Eli...

-Luiza-odparła mówiąc moje drugie imię którego nie mogłam używać.-Jeśli onie już już wiedzą to chyba nie musimy jej nazywać inaczej niż powinniśmy.

-Jak uważasz Anastazjo-w tedy usłyszałyśmy jak ktoś (naprawdę wielki) chce dostać się do naszego mieszkania. Spojrzałam na maę i zapytałam się:

-Co się dzieje mamo? O co w tym wszystkim chodzi?-dodałam zdezorientowana.

-Kochanie nie teraz na wytłumaczenia-odparła po czym mnie objęła-Pamiętaj że cie kocham, dobrze?

-Ale o co w tym wszystkim chodzi?-Powiedziałam to kiedy drzwi się roztrzaskały. Do mieszkania wkroczyło coś, o co bym nigdy nie podejrzewała istnienia. W pokoju stała mantikora.

*********************************************************

I co wy na to? Przepraszam że tak długo nie pisała ale mam nadzieję że taki początek was zadowoli. Zbliżają się wakacje więc na blogu będą pojawiać się regularnie od jednego do trzech wpisów na tydzień. Do zobaczenia niedługo. Elena;*

P.S.Będę wdzięczna za każdy komentarz ^^


6 komentarzy:

  1. Meeega ♥! Czekam na ciąg dalszy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że ci się podoba ^^ Już niedługo będzie dalszy ciąg :D
      Pozdrawiam Elena;*

      Usuń
  2. Wow rewelka czekam na next :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ŚWIETNE!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Nie mogę się doczekać nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Postaram się na sobotę ;) Przepraszam że tak długo mnie nie było :( Mam zamiar jednak to nadrobić ;*

      Usuń